Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motocykl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motocykl. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

lato, wróć!



Wstając rano do pracy, za oknem wita mnie szarówa, a poranki są coraz chłodniejsze. Baleriny zamieniłam na trampki, na szyję zarzucam chustę w optymistycznym fuksjowym kolorze, ubieram skórkową kurtkę i wychodzę do pracy. Na chłodniejsze wieczory z dna szafy wyciągnęłam czerwony, polarowy koc. Ze smutkiem stwierdziłam, że nadchodzi już powoli jesień, zaczną się długie, nijakie wieczory, przesiadywanie pod kocem, czytanie książek.  Choć wczorajsza prognoza pogody na następny tydzień dała mi światełko nadziei. Jeszcze będę mogła się nacieszyć wyprawami motocyklowymi, których głód wciąż czuję.

Coraz częściej myślę o zmianie pracy. Zrobiłam nawet pierwszy krok w tym kierunku i zapisałam się na zajęcia z angielskiego.  Zaczynam w przyszły poniedziałek. Mam nadzieję, że to pomoże mi uwierzyć w siebie i doda więcej pewności, bym w końcu  potrafiła zdecydować, czy chcę tkwić na tej wygodnej, ciepłej posadce, czy jednak warto zaryzykować i szukać czegoś innego. 

Na poprawienie humoru i odegnanie czarnych myśli, we wtorek, pierwszy raz w życiu, zafundowałam sobie paznokcie u kosmetyczki. Cieszę się z nich jak szczerbaty na widok sucharów. Naprawdę! Jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia. ;)



P.S.: Przydałby mi się dzisiaj taki motorek w tyłku, jak ma ten chomik :D




piątek, 30 stycznia 2015

z pamiętnika urzędnika

Mimo, że moje życie zasuwa w niesamowitym tempie, czas za oknem chyba się zatrzymał i ciągle króluje zima, której nienawidzę. Z utęsknieniem czekam na wiosnę, ciepełko i słońce, kiedy to będę mogła wskoczyć na rower i pojechać wąską dróżką przez las nad jezioro, gdzie wyłożę się na malutkim, drewnianym „molo” i będę oglądać zachodzące słońce odbijające się w wodzie. Wreszcie będę mogła ściągnąć pokrowiec z motocykla, zaciągnąć się cudownym zapachem benzyny i ruszyć przed siebie, byle gdzie, byleby tylko do przodu. Tęsknię za śpiewem ptaków, budzących mnie nad ranem, zapachem łąki upstrzonej kwiatami, słońcem łaskoczącym skórę, smakiem i zapachem owoców… Dopada mnie jakieś takie „szarugowe” przygnębienie, brakuje mi siły na ogarnięcie wszystkiego i nic mi się nie chce. Najchętniej zahibernowałabym się niczym nietoperz i przespała ten przebrzydły, dobijający mnie czas.

Czas zasuwa w takim tempie, że odmierzam go czwartkami, kiedy to biorę większe śniadanie do pracy, bo ślęczę tu do 17.00. Ten właśnie wyjątkowo długi dzień roboczy daje mi znać o tym, że to już minął kolejny tydzień. Praca, dom, zakupy, gotowanie, sprzątanie, projekty i tak w koło Macieju. Kręcę się w tym kółku jak mysz na LSD i na nic nie mam czasu albo kasy. Bo przecież taki bałagan w domu, że trzeba za sprzątanie się zabrać, a nie w decoupage się bawić, albo ręczniki się poniszczyły, już się do niczego nie nadają i trzeba kupić nowe… Ciągle coś. I niech mi nikt nie mówi, że urzędasy zarabiają kokosy....! Bo nawet mój luby, będąc na L4 przez cały miesiąc, zarabiał prawie trzykrotnie więcej niż ja, zasuwając cały miesiąc.

Szkoda, że w tym całym pędzie człowiek nie ma czasu dla samego siebie – swoich zainteresowań, pasji. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach trzeba wybierać – czas albo pieniądze – bo jak masz czas to nie masz pieniędzy, a gdy masz pieniądze to nie masz na nic czasu. Smutna refleksja. I szczerze podziwiam wszystkie mamy, które potrafią łączyć pracę z rzetelnym, prawdziwym wychowaniem dziecka (a nie posadzeniem go przed TV) i prowadzeniem domu, a do tego jeszcze mają czas dla siebie... A ja? A ja trochę sobie ponarzekam, pomarudzę i dalej dam się przeżuwać okrutnemu czasowi.